SMAK RECENZJI: Ellena Ferrante raz jeszcze….

20.07.2020

Poleca: MK2 (mol książkowy do kwadratu)

Elena Ferrante, Czas porzucenia, Wyd. Sonia Draga, Katowice 2020

Raz jeszcze dlatego, że nie tak dawno po 4-tomowy Cykl Neapolitański jej autorstwa ustawiały się kolejki. Tytuł pierwszej części to Przyjaciółki – kto nie czytał, polecam z czystym sumieniem. Ale pisanie o książce Czas porzucenia jest  z mojej strony aktem trochę nierozważnym, ponieważ w trakcie lektury nie zdążyłam polubić głównej bohaterki, ani też wniknąć w  jej świat i mentalność na tyle, by współodczuwać emocje i dramaty które przeżywa. Jak tu więc przekonywać innych do czytania i czy w ogóle powinnam…?

Co by jednak nie powiedzieć o tej niewielkiej powieści – poręczna, idealna do zabrania w podróż bo mieści się w podręcznej torebce – trzeba przyznać, że wciąga jak wir i doprowadza do skrajnych emocji.  Do czego jest zdolna porzucona żona?

Olga z dnia na dzień zostaje sama z dwojgiem dzieci i wielkim psem. Od tej chwili przestaje być przykładną matką, zrównoważoną, racjonalnie myślącą kobietą i skupia się wyłącznie na swoim bólu tak obsesyjnie, że staje się zdolna do nieprzewidywalnych, desperackich aktów agresji wobec niewiernego małżonka i jego kochanki. W całym tym nieszczęściu, jakimś dziwnym zrządzeniem losu zostaje zatrzaśnięta we własnym mieszkaniu, z zepsutym telefonem stacjonarnym i roztrzaskaną komórką. W tym czasie w jednym pokoju pies w męczarniach dokonuje żywota, w drugim zaś  10-letni syn walczy z zatruciem i 40-stpniową gorączką.

Horror? A jakże! Kto lubi horrory niech  czyta.  Bo co robi w tym czasie ta nieszczęsna kobieta? Otóż nic nie robi, choć coś tam usiłuje. Patrzy w lustro i wspomina inną porzuconą „Bidulkę”, którą zapamiętała z dzieciństwa. Dla mnie tego było za wiele. W tak zwanym realu chciałoby się złapać tę matkę dzieciom za ramiona i potrząsając  ile sił w rękach wykrzyczeć: weź się ogarnij! Weź się skup! Bo nie można tak zapamiętać się w bólu, żeby nie dostrzegać cierpienia i lęku własnych dzieci. Dlatego z ulgą przewróciłam ostatnią stronę i dla równowagi psychicznej, a także dla poprawienia sobie estetycznego i językowego smaku sięgnęłam do lektury sprzed wielu, wielu lat  – Simone de Beauvoir  Kobieta zawiedziona.

Treścią obydwu tych powieści jest dramat rozstania po wielu latach wspólnego życia. Tu jednak tytułowa „kobieta zawiedziona” próbuje to rozegrać z klasą, spokojem i cierpliwością, choć tekst aż kipi od dramatycznych emocji do tego stopnia, że czytając  niemal  fizycznie odczuwałam ból zdrady tak, jakby dotyczył właśnie mnie. Tego, a także elegancji stylu bez wulgaryzmów brakowało mi w trakcie czytania Czasu porzucenia.

I tak, uspokojona nieco na sumieniu zapraszam  do lektury. Ponieważ jednak  wrażenia, którymi się tu niniejszym ośmielam podzielić są szczere i bardzo subiektywne, wybór – czytać czy nie czytać – Drogi Ewentualny Czytelniku, należy do Ciebie.

MK2