Gustaw Czerwik

Gustaw Czerwik

Urodziłem się w 1948 roku w małej wsi Wielkopolski – Osówka. Szkołę średnią o kierunku pedagogicznym ukończyłem w 1969 roku w Katowicach. Jako absolwent Technikum Przemysłowo –.Pedagogicznego podejmuję pracę w szkolnictwie zawodowym. W 1976 roku podejmuję decyzję o pracy w przemyśle powodowany poszukiwaniem lepszego statusu materialnego jak i koniecznością pozyskania mieszkania dla swojej trzyosobowej rodziny. Przypadek sprawia, że trafiam do Chrzanowa, gdzie w miejscowej Fabryce Lokomotyw otrzymuję ofertę pracy i mieszkania. Studia techniczne (Politechnika Gliwicka) ukończyłem w 1983 roku.
Poezją interesowałem się od czasów szkoły średniej. To, co wówczas pisałem przepadło bezpowrotnie. Poważnie wróciłem do pisania wierszy już na emeryturze. Nie bez znaczenia były spotkania w Klubie Muzycznym przy ZNP. Dla urozmaicenia spotkań i jako przerywniki muzycznych zajęć prezentowałem tworzone o uczestnikach spotkań klubowych krótkie formy literackie.
Przełomem były spotkania z „Grupą Twórczą Cumulus” i wyróżnienie w konkursie o „Herb Grodu Chrzanowa.”
Publikacje:
– w 2013 r – „W MUZYCZNYM KRĘGU” – poświęcona uczestnikom Klubu Muzycznego ZNP
– w 2016 r – „PRZED PODRÓŻĄ” – tomik poetycki
– w 2016 r. – wydawnictwo „Radostowa” publikuje almanach „IMIONA MIŁOŚCI”.
Moje wiesze publikowane były tomikach zbiorczych z okazji XXX lecia „CUMULUSA”
Poezja jest dla mnie zadumą nad życiem. Refleksją o przemijaniu i miejscu człowieka we współczesnym świecie. Jest moją ulubioną formą wypowiedzi na każdy temat.

UTRACONY RAJ

mam – wciąż trzymam
pod powiekami ciszy
obrazy i głosy
które tyko serce słyszy
choć detale już skruszały
wciąż tam jest
prawie cały
dwie ulice w kocie łby
kasztanowców błogi cień
wiosna z łąk kwiecistych
sobotni zapach
pieczonego chleba
i lato falujące
morzem zbóż
gdy tak dłużej marzę
szczęśliwe widzę twarze
nieważne
ile minęło lat
w mojej pamięci
ciągle naj…
mój utracony raj

 

KAMIENIE MOJEGO SERCA

niemi świadkowie
stawania się moich światów
ścieliły dudniącą ulicę
kocich łbów
mój trakt
do każdego Rzymu
gdy wychodziłem
przytulały bose stopy
każdy z osobna
przecież i tak
bym o nich pamiętał
– choć powrotów
coraz mniej…
któregoś dnia
pokryła je
asfaltowa cisza
inny już świat
bez butów ani rusz
a kamienie
cóż
dotąd ani jeden
nie spadł z mojego serca
Z tomiku „Przed podróżą”