Książkowe recenzje dla dzieci i rodziców

Maria Krüger, Apolejka i jej osiołek Ilustracje Zdzisław Witwicki

Przygotowała: Bibliotekarka Kasia. Oddział dla Dzieci

Na półce pod literą M, w środkowym rzędzie regałów w Oddziale dla Dzieci stoją dwa opasłe tomy „Moich książeczek” wydane przez Naszą Księgarnię całkiem niedawno, bo odpowiednio w 2015 i w 2016 roku. Księga pierwsza i druga witają Was wyglądającym przez okno czarnym kotem w czerwonych butach z zawadiacko uniesionym do góry puszystym ogonem i trzymanym w łapkach napisem: „Moje książeczki”. Czy komuś z czymś kojarzy się ten obrazek? No…? Nikomu? A może zapytajcie rodziców albo dziadków? I jak? No właśnie! O to chodziło!

Seria „Moje książeczki” z charakterystycznym czarnym kotem z zielonymi ślepiami w czerwonych butach na czwartej stronie okładki zaprojektowanym przez Zbigniewa Rychlickiego była wydawana przez Naszą Księgarnię od lat 50-tych do końca 80-tych ubiegłego wieku. Ukazało się w niej kilkadziesiąt utworów najważniejszych polskich i zagranicznych autorów, ilustrowanych przez najwybitniejszych przedstawicieli Polskiej Szkoły Ilustracji. Kilka lat temu wydawnictwo postanowiło wznowić zebrane opowiadania. Ukazały się do tej pory dwa tomy, w których znalazło się kilkanaście tekstów w niezmienionej szacie graficznej – duży format zbliżony do A4, duża czcionka i oryginalne ilustracje. Dodatkowo solidne wydanie w twardej oprawie wzbogacono biogramami autorów, które można znaleźć na końcu książki. Nasza Księgarnia nie dość, że zafundowała dorosłym wzruszający powrót do dzieciństwa, to przede wszystkim przygotowała solidną dawkę dobrej, ponadczasowej literatury ich dzieciom. Katarzyna Piętka, redaktor serii, we wstępie do Księgi pierwszej pisze: Niech „Moje książeczki” (…) rozpoczną sentymentalną podróż do krainy dzieciństwa. (…) Ale ci, którzy będą czytać te teksty po raz pierwszy, na pewno też się nie zawiodą, ponieważ zupełnie się nie zestarzały.

Przykładem takiej nie starzejącej się literatury jest bajka Marii Krüger „Apolejka i jej osiołek”, którą możecie znaleźć właśnie w tomie drugim „Moich Książeczek”. Pierwotnie wydana w 1963 roku i kilkakrotnie wznawiana, nieodmiennie zachwyca żywą narracją pióra autorki „Karolci” i niezwykłymi ilustracjami Zdzisława Witwickiego, który swego czasu stworzył charakterystyczną postać Krasnala Hałabały i Wróbelka Elemelka. Ta prosta opowieść ma wszystkie cechy klasycznej baśni, z królewną w roli głównej, zaczarowanym królewiczem i finałowym pocałunkiem, który odmienia los. Tylko, że królewna ma na imię Apolejka, dwa sterczące cienkie warkoczyki, a korona ciągle przekrzywia się jej na lewe ucho. I chociaż mieszka w wysokiej wieży, jak to mają w zwyczaju bajkowe królewny, to jest zwykłą dziewczynką, stęsknioną za czyimś towarzystwem. Myślicie pewnie, że królewna Apolejka stoi całymi dniami w oknie i wzdycha do wymarzonego królewicza, który w końcu dzielnie się wspina po stu siedemdziesięciu sześciu schodach z pieśnią na ustach, a na koniec porywa Apolejkę w ramiona i odtąd żyją długo i szczęśliwie? Nic z tych rzeczy. Apolejka jest nowoczesną królewną i bierze sprawy w swoje ręce. Dzięki niej z królewicza spada czar i z burego osiołka, w którego został zaczarowany na początku opowieści, zamienia się na powrót w księcia.

Historia tchnie lekkością i dzięki szczegółom takim, jak na przykład niebieskie wstążki w warkoczykach, parasolka w kropki i sto siedemdziesi at sześć krętych schodów buduje spójny baśniowy świat i przybliża go czytelnikowi. Opowieść jest prosta, każdy element ma znaczeni e, akcja dynamiczna i trzymająca w napięciu. Nie ma tutaj nudnych opisów czy zbędnych szczegółów, które mogłyby zniechęcić kilkulatka do wysłuchania lektury. Jest za to przygoda, zaradność królewny i królewicz – osiołek, który musi zjeść cały wielki stos czerwonych jabłek, chociaż bardzo ich nie lubi… Nie ma chyba przedszkolaka, który nie współczułby biednemu zapłakanemu osiołkowi.

Tekst wzbogacają niezwykłe ilustracje. Wyszły spod pędzla Zdzisława Witwickiego – artysty, który zilustrował kilkadziesiąt książek dla dzieci i powtarzał, że (…) przez kilkadziesiąt lat robiłem to, co najbardziej robić lubiłem. Malowałem obrazki dla najwrażliwszego odbiorcy na świecie. Czy może dla artysty być coś wspanialszego? Polska ilustaracja dla dzieci – dostęp 4.06.2020). Prace tworzone – jakżeby inaczej w tamtym czasie – analogową techniką mogłyby zawstydzić niejednego autora cyfrowych ilustracji. Wyszukane, nierealistyczne plamy barwne, syntetyczność form, kontrasty kształtów i kolorów sprawiają, że trudno oderwać wzrok od wydawałoby się zwykłej alejki drzew, różowej sukienki głównej bohaterki zbiegającej po schodach i trzymającej w ręku niebieską parasolkę w kropki, czy prostych geometrycznych kształtów kamienic w miasteczku. 

A teraz… teraz przyjdźcie do nas, wypożyczcie książkę „Apolejka i jej osiołek”, usiądźcie wygodnie i posłuchajcie bajki. A może spróbujecie narysować królewnę i osiołka? Kolorowe drzewa i czerwone jabłko? Miłej lektury!

Przygotowała: Bibliotekarka Kasia / Oddział dla Dzieci