Rozdział 2:

Pizza

…Czas mijał wszystkim bardzo przyjemnie. Niektórzy jeździli na biegówkach, inni robili czasem wypady na pobliski wyciąg narciarski, a pozostali chodzili na spacery z psem, który chwilowo nazywał się po prostu Pies i przeszczęśliwy wszędzie biegał za wszystkimi. Dzieciaki jeździły na sankach po krętej drodze prowadzącej w dół przez mostek, aż do płaskiej łączki. Jeśli ktoś chciał, mógł dalej dojść do większej drogi, którą czasem przejeżdżał traktor albo terenówka leśniczego. Nad strumieniem, którego brzegi pokryte były lodem i śniegową skorupą, dzieci zbudowały śniegowe miasteczko. Opracowali skomplikowaną technikę wycinania ścian z twardego śniegu. Domki miały ściany, dachy i kominy, a nawet swoich lodowych mieszkańców, którzy wyglądali przez małe okienka.

– Wieczorem włożymy do każdego domku świeczki. Wyobraźcie sobie, jak to będzie pięknie wyglądało – powiedziała mama, która właśnie wybierała się na biegówki na górkę za domem.

Ale wieczorem nikt nie myślał o świeczkach i śniegowym miasteczku. Gdy mama zjeżdżała z górki, niespodziewanie Pies przebiegł jej drogę i mama się przestraszyła, że na niego wpadnie. No i upadła i złamała rękę. Cały wieczór tata i mama spędzili w szpitalu, gdzie pan doktor zagipsował mamie całą rękę.

– Ach, ten Pies – mruczał tata  – Zaczynają się kłopoty.

Ale i tak przecież wszyscy wiedzieli, że to nie jego wina.

– Wypadki chodzą po ludziach. I psach. Prawda, Psie? – powiedziała Zuza.

Jagoda rano pierwsza narysowała serce na białym gipsie. Trochę się bała tej grubej twardej skorupy, pod którą schowana była biedna boląca ręka mamy.

-Bardzo cię boli?- spytała przytulając się do mamy.

-Nie jest tak źle – mama uśmiechnęła się słabo.

Później okazało się jednak, że boli i że mama potrzebuje pomocy. Tatusiowie pojechali razem z Anką po zakupy. Mieli wrócić szybko, ale, jak się później okazało, wpadli w lekki poślizg, samochód zsunął się do rowu i zakopał w śniegu. Długo czekali na pomoc, żeby wydostać się z zaspy. A tymczasem zbliżała się pora obiadu.

– Słuchajcie. Musicie mi pomóc – oświadczyła mama – Nie dam rady sama nic zrobić z tą nieszczęsną ręką, a niedługo zacznie nam burczeć w brzuchach. Może zrobimy pizzę? Jest przecież piekarnik Tylko nie pamiętam przepisu. Może pan Tomek ma książkę kucharską? Kto pójdzie po przepis?

– Eee, to może zrobimy kanapki? Po co pizza? – powiedziała Zuza, która miała dużo dobrych chęci, ale czasami, jeśli mogła czegoś nie robić, zamiast robić, to wybierała to pierwsze.

– Pójdziemy później, jak skończymy grać w szachy z Zuzą – Adam głęboko się zastanawiał, czy ruszyć się pionkiem, czy skoczkiem. Jagoda i Mania rysowały coś w swoich zeszytach.

– Ech, no nie, takie gadanie z wami. Jak trzeba coś zrobić, to nie ma chętnych – zaczęła gderać mama. Jagoda nie lubiła narzekania i kłótni. A awantura wisiała w powietrzu. Mama ze złamaną ręką nie miała chyba zbyt dużo cierpliwości. Jagoda poszła do łazienki i przy myciu rąk spojrzała w lustro. Zobaczyła rozczochraną jasną czuprynę, brązowe oczy i drobną buzię. Zrobiła kilka śmiesznych min, a na koniec pomyślała: „Chyba tylko ja mogę coś na to wszystko poradzić”. Wróciła do pokoju i powiedziała:

– Ja pójdę.

Wszyscy spojrzeli na nią zaskoczeni. Przecież Jagoda wstydziła się czasem powiedzieć nawet „dzień dobry”. Tak, Jagoda czasami, no, może nawet częściej niż czasami, była po prostu nieśmiała. Ale potrafiła tak… zebrać się w sobie, jak na przykład wtedy w bibliotece, kiedy Zuza i Ania wstydziły się spytać panią bibliotekarkę o jakąś książkę i Jagoda zwyczajnie poszła i spytała. Albo w przedszkolu, jak dwóch chłopaków rozdeptywało mrówki i Jagoda krzyknęła do nich, żeby przestali, bo powie pani. I że mrówki też chcą żyć. Albo jak Nela była dla niej niemiła i Jagoda już, już miała się rozpłakać, ale zamiast tego poczuła nagle taką falę odwagi i powiedziała do Nelki głośno: „Nie bądź dla mnie taka wredna, ja ci nic nie zrobiłam!” Ale jej wtedy było gorąco. Teraz też czuła, że rumieniec rozkwita na jej policzkach.

-Pójdę z tobą – Mańka wstała z krzesła. Dziewczyny szybko założyły kurtki i buty, i wybiegły z domu.

Wróciły bardzo zadowolone.

– Pan Tomek sprawdził w swoim zeszycie z przepisami i powiedział, że jeśli będzie nam brakowało jakichś składników, to żeby przyjść, to nam da! – od progu machały karteczką z przepisem – i dał nam cukierki!

Dziewczyny biegały jeszcze dwa razy: po drożdże i blachę do pieczenia. A Zuza i Adaś, trochę chyba zawstydzeni, też się wzięli do roboty.

Gdy Anka z jednym i drugim tatą wreszcie wrócili, weszli akurat w chwili, gdy Adam, cały spocony, wyjmował z piekarnika drugą już pizzę, Jagoda z Manią kroiły warzywa na trzecią, a Zuza pracowicie zamiatała podłogę, na którą co i rusz spadały kawałki papryki, pieczarek i cebuli. Wszyscy mieli ręce i nosy białe od mąki. Mama leżała na kanapie, zadowolona jadła kawałek pizzy i dmuchała na świeżo zaparzoną kawę.

– No, nareszcie jesteście. Pizza stygnie – powiedziała Jagoda ze szczerbatym uśmiechem.

Katarzyna Kloska / Oddział dla Dzieci

Przewiń do góry