110 lat temu, 7 marca 1911 r., urodził się Stefan Kisielewski

Stefan Kisielewski, chociaż, jak sam twierdził, „okrągłe rocznice są nonsensem, bo wynikają z przypadkowego stosowania systemu dziesiętnego”, nonsensem nie będzie z pewnością przypomnienie tej nietuzinkowej postaci. Publicysta, pisarz, dyplomowany kompozytor, pianista i teoretyk muzyki, krytyk muzyczny, polityk. A także wnikliwy obserwator rzeczywistości: politycznej, społecznej, ekonomicznej, towarzyskiej – niezależnie myślący, dostrzegający istotę zjawisk. Obdarzony znakomitym piórem, potrafił celnie i zwięźle przelać swoje spostrzeżenia na papier i spuentować każdy paradoks czy absurd jaki dostrzegał wokół.

Żołnierz kampanii wrześniowej i Armii Krajowej, ranny w Powstaniu Warszawskim. W latach 1957 – 1965 zasiadał w ławach poselskich jako członek Koła Posłów „Znak”. Koło to skupiało reprezentantów środowisk katolickich, dopuszczonych do symbolicznego udziału w pracach Sejmu na fali popaździernikowej odwilży. W skład koła wchodzili w tym czasie m.in. Stanisław Stomma, Jerzy Zawieyski i Tadeusz Mazowiecki. W 1965 r. zrezygnował z kandydowania na kolejną kadencję. „Ponieważ jestem człowiekiem słowa i nie chcę niszczyć jego wartości ustawicznym kłamstwem, więc – rezygnuję z polityki” – napisał później w swoich „Dziennikach”, słusznie zauważając, że niemożliwe było w PRL czynne uczestnictwo w oficjalnym życiu politycznym bez posługiwania się nieprawdą.

Niezależność sądów i ostrość słowa Stefan Kisielewski przypłacił w czasach Polski Ludowej nie tylko zakazem publikowania czy odebraniem paszportu. 11 marca 1968 r. został dotkliwie pobity na warszawskiej Starówce przez „nieznanych sprawców”, jak Polacy określali przestępców działających na zlecenie Służby Bezpieczeństwa. Był to jeden ze sposobów zastraszania społeczeństwa przez komunistyczną władzę. Funkcjonariusze SB lub osoby działające na ich zlecenie dokonywały zabójstw, pobić i innych przestępstw na szkodę przeciwników reżimu, a ich sprawców nie ścigano lub śledztwa prowadzono tak, by nie udało ich się wykryć. Pobicie „Kisiela” uznano za odwet za słowa wypowiedziane pół miesiąca wcześniej. 29 lutego 1968 r. na zebraniu warszawskiego oddziału Związku Literatów Polskich omawiano głośną sprawę zdjęcia z afisza „Dziadów” Mickiewicza w reżyserii Kazimierza Dejmka. Wśród mówców był Stefan Kisielewski, który zdjęcie „Dziadów” wpisał w szerszy kontekst polityki kulturalnej PRL. „Opowiadam się za rezolucją kolegi Kijowskiego, która stawia sprawę całościowo na tle tej skandalicznej dyktatury ciemniaków w polskim życiu kulturalnym, jaką obserwujemy od dłuższego czasu” – zakończył swoje wystąpienie. Określenie „dyktatura ciemniaków” przeszło do historii. Wprawdzie sam jego autor tłumaczył później, że chodziło o działania cenzorów, jednak słowa te tak trafnie opisywały rzeczywistość oraz poziom władców Polski Ludowej z epoki późnego Władysława Gomułki, że potocznie zaczęto tak określać całokształt jego rządów. Sam „Kisiel” nie miał wątpliwości, że jego pobicie miało związek z lutowym wystąpieniem na zebraniu ZLP: „Dali mi w końcu majchrem (zresztą przez moją nieostrożność – sprowokowałem ich lekkomyślnie)”.

Chociaż pobicie było represją dotkliwą, wydaje się, że „Kisielowi” w nie mniejszym stopniu doskwierał zakaz publikowania, jakim objęto go w odwecie za krytykę władz. Do tego dochodził długotrwały brak możliwości swobodnego wyrażania swoich poglądów z powodu działalności cenzury. Nawet bowiem gdy pozwalano mu publikować felietony, to z powodu ingerencji cenzorów nie mógł w nich w pełni wyrażać swoich myśli, nie czuł się wolny. Zauważał ten paradoks w swoich „Dziennikach”, które pisał „do szuflady” w okresie przymusowego milczenia. Zapis cenzury na swoje nazwisko obchodził posługując się w twórczości literackiej i publicystycznej pseudonimami („Kisiel”, „Teodor Klon”, „Tomasz Staliński”, „Julia Hołyńska”).

Kisielewski swój sprzeciw wobec praktyk władz komunistycznych wyrażał wielokrotnie i nie krył się z nim. Jego nazwisko figuruje wśród sygnatariuszy pism – protestów, które przeszły do historii: jeszcze jako poseł podpisał się pod „Listem 34” – skierowanym do premiera Józefa Cyrankiewicza protestem przeciwko ograniczeniu przydziału papieru na druk książek i czasopism oraz zaostrzeniu cenzury prasowej. W 1975 r. był jednym z sygnatariuszy „Listu 59” – korespondencji skierowanej do Sejmu i wyrażającej sprzeciw wobec planowanych zmian w konstytucji PRL. Autorzy protestu nie zgadzali się na proponowane przepisy o kierowniczej roli PZPR w państwie i nierozerwalnym sojuszu z ZSRR, domagali się też zapewnienia podstawowych wolności obywatelskich. Efektem nagłośnienia protestu było złagodzenie wprowadzonych zmian w stosunku do pierwotnego projektu. W 1976 r. jego nazwisko znalazło się pod „Listem czternastu” – protestem przeciwko represjom, jakim poddawano uczestników wydarzeń Czerwca 1976. W sierpniu 1980 r. Stefan Kisielewski podpisał „Apel 64” – list skierowany do władz PRL, by te podjęły rozmowy ze strajkującymi na Wybrzeżu.

Chociaż jego kompozycje muzyczne były doceniane przez krytykę i nagradzane, a dzieła literackie wydawano w Polsce i na emigracji, „Kisiel” najbardziej znany i pamiętany jest ze swego dorobku publicystycznego. Przez 45 lat (w latach 1945-1989) pisywał felietony do „Tygodnika Powszechnego”, skąd w ostatnim okresie życia przeniósł się do tygodnika „Wprost”. Kolejne pokolenia czytelników lekturę „Tygodnika” rozpoczynały od jego felietonów.

Stefan Kisielewski doczekał końca Polski Ludowej, likwidacji cenzury i początków wolnego rynku. Na jego oczach zaczął rozpadać się Związek Sowiecki. Zmarł 27 września 1991 r., miesiąc przez pierwszymi wolnymi wyborami do Sejmu.

POSŁUCHAJ – archiwalne nagrania o Stefanie Kisielewskim jego przyjaciół oraz badaczy jego dorobku (O wszystkim z kulturą/Dwójka)

Źródło informacji: http://sejm.gov.pl/

Źródło audycji: https://www.polskieradio.pl

Źródło ilustracji: https://wiez.pl/

Przewiń do góry