Grzyby

– Kto idzie ze mną rano na grzyby? – zapytał tata przy kolacji. Sierpniowe dni bywały deszczowe a poranki chłodne, na trawie i pajęczynach perliła się rosa, a w lesie na pewno było już mnóstwo grzybów.

– Jeśli rano, to ja nie, wolę pospać – Anka bardzo lubiła swoją miękką poduszkę i ciepły śpiwór, w który wtulała się codziennie rano z rozkoszą, myśląc przy tym, że to cudownie, że są wakacje i nie trzeba się nigdzie spieszyć. Zuza mruknęła coś znad książki bez zainteresowania. Jagoda przytuliła się do taty.

– Ja pójdę z tobą wszędzie, kochany tatusiu. Możesz mnie obudzić nawet przed wschodem słońca!

– Tylko pamiętajcie, że grzyby to nie rośliny! – zaśmiała się Anka, gdy przygotowywali atlas grzybów i koszyk.

Wszyscy pamiętali, jak przed wakacjami, kiedy kończyła trzecią klasę, Anka któregoś dnia wyszła ze szkoły z wypiekami na twarzy.

– Mamo, nie uwierzysz, co się dzisiaj stało!

Pani i dzieci w klasie byli przekonani, że grzyby to rośliny. Tylko Ania uparcie utrzymywała, że grzyby wcale nie są roślinami, tylko należą do odrębnego królestwa, ale nikt jej nie wierzył. Na przerwie pobiegła do biblioteki i sprawdziła w atlasie grzybów. I oczywiście okazało się, że miała rację. Pokazała atlas koleżankom i razem poszły do pani, która niechętnie przyznała Ance rację.

Jagoda przypomniała sobie, jak Anka opowiadała wtedy o tym wydarzeniu. „Była taka zadowolona”, pomyślała. I przypomniała sobie coś jeszcze: jak parę dni później szły z mamą i Anką do sklepu i spotkały wychowawczynię Ani. Mama z panią o czymś rozmawiały, aż w końcu nauczycielka spojrzała na Jagodę i co gorsza pogłaskała ją po głowie.

– Cieszysz się, że po wakacjach idziesz do szkoły?

Jagoda była onieśmielona, więc nic nie powiedziała. Pani chyba pomyślała, że Jagoda wcale się nie cieszy, że idzie do szkoły, co było zresztą prawdą, więc dodała:

– W szkole można się dowiedzieć różnych ciekawych rzeczy, wiesz?

A Jagoda, mając w pamięci świeżą przygodę Anki z grzybami, powiedziała cicho:

– Tak. Można się dowiedzieć na przykład, że grzyby to nie rośliny.

I kompletnie nie rozumiała, dlaczego pani spojrzała na nią wielkimi, zdumionymi oczami.

Dzisiaj, w chłodny wakacyjny poranek tata i Jagoda wstali bardzo wcześnie. Niebo jaśniało na wschodzie, a głośny śpiew ptaków zakłócał poranną ciszę. Jagoda założyła kalosze i ciepłą bluzę. Tata wziął psa na smycz i dał Jagodzie koszyk.

– Trzymaj. Będziemy iść na przełaj przez las, nie drogą, dobra?

Przedzierali się najpierw przez las sosnowy. Między drzewami rosły maliny i młode brzózki. Później doszli do miejsca, gdzie geste, ciemnozielone paprocie były tak wysokie, że Jagoda mogła schować się w nich cała. Pies węszył na wszystkie strony i bardzo chciał pognać daleko przed siebie, ale nie mógł, bo był na smyczy. Jagoda przypominała sobie co i rusz różne przedszkolne przygody, które opowiadała tacie ze śmiechem. W końcu doszli do szerokiej piaszczystej drogi, przecinającej las.

– To pas przeciwpożarowy. Wiesz, kiedy jest pożar i ogień skacze z drzewa na drzewo, i dochodzi tutaj, to wtedy się zatrzymuje, bo po piasku nie przejdzie dalej – wyjaśniał tata.

Na skraju lasu stała ambona myśliwska. Jagoda ostrożnie wspięła się po drabinie i zawołała do taty:

– Tato, chodź, świetnie widać stąd wschód słońca!

Siedzieli razem w ambonie, oglądali wschodzące nad lasem słońce i jedli kanapki, które wzięli ze sobą. Jagoda spoglądała zachwycona na rozkwitający kolorami i zapachami las. Pies czekał na nich przywiązany do drabiny. Nagle zaczął szczekać, a Jagoda zobaczyła, że coś się rusza między drzewami.

– Tato, to są sarny?! Dwie, nie… trzy! Pies je spłoszył. Tato, biegną!

Poszli później kawałek piaszczystym pasem, bo tata mówił, że gdzieś w pobliżu powinno być miejsce, gdzie rosną wrzosy. Gdy znaleźli poletko wrzosów, nad którym latały rozespane pszczoły i trzmiele, Jagoda położyła się wśród fioletowych kwiatów.

– Muszę zapamiętać ich zapach. Żeby pachniało mi wakacjami przez cały rok.

Gdy wrócili do domu, dziewczyny jeszcze leżały w łóżkach, ale zaraz wyskoczyły i zajrzały do koszyka, który Jagoda postawiła na schodkach. Podekscytowana opowiadała, że widzieli paprocie, wrzosy, sarny i siedzieli na ambonie, i…

– A…  gdzie są grzyby? – spytała Anka.

– Grzyby? – tata i Jagoda popatrzyli na siebie trochę jakby zdziwieni i zaczęli się śmiać.

– Jakoś tak… nie znaleźliśmy ani jednego – tłumaczyła później Jagoda – właściwie to… nie szukaliśmy ich. Byliśmy tacy zajęci!

 

Katarzyna Kloska / Oddział dla Dzieci

Przewiń do góry