…ile razy ją słyszę – tyle razy się rozczulam. Najpierw najbliższe mi – wspomnienie mojej mamy, potem zaśpiewanie kolędy
w kościele przez moją córkę… i oklaski na stojąco… a potem twarze innych osób mi bliskich, których już nie ma…
A nadzieja znów wstąpi w nas
Nieobecnych pojawią się cienie
Uwierzymy kolejny raz
W jeszcze jedno Boże Narodzenie […]
Daj nam wiarę, że to ma sens
Że nie trzeba żałować przyjaciół
Że gdziekolwiek są, dobrze im jest
Bo są z nami choć w innej postaci […]
Przyjdź na świat, by wyrównać rachunki strat
Żeby zająć wśród nas puste miejsce przy stole […]
Serce tej kompozycji to poezja, pełna trafnych metafor i głębokich uczuć, cudne słowa Szymona Muchy – poety, autora tekstów piosenek, tłumacza i chwytająca za serce muzyka Zbigniewa Preisnera – cenionego na całym świecie kompozytora muzyku filmowej i teatralnej… oraz klimatyczny i wrażliwy – najlepszy oczywiście wykon Beaty Rybotyckiej – krakowskiej aktorki i piosenkarki. Myślę, że ta wyjątkowa kolęda zdobyła nie tylko moje serce ale również wielu, wielu innych, bowiem przyniosła w 1997r. nowe spojrzenie na tradycję, przemawiając do naszych emocji – pamięci, tęsknot i nadziei.
Jej uniwersalne przesłanie o duchowej bliskości sprawiło, że piosenka przekroczyła nawet granice kraju.
Powstała bowiem anglojęzyczna wersja utworu, zatytułowana „Come to us”, która znalazła się na płycie znanego brytyjskiego artysty Cliffa Richarda, co świadczy na pewno o jej ponadczasowości i międzynarodowym charakterze tej kompozycji.
Na koniec roku zawsze nachodzi mnie refleksja o przemijaniu… Powspominam więc literacko i nie tylko w kontekście tej poetyckiej kolędy.
Tyle co, w listopadowym czasie odwiedzaliśmy na cmentarzach naszych bliskich, w prasie, Internecie i TV wspominaliśmy innych, których lubiliśmy, podziwialiśmy… Osobiście dotknęło mnie odejście wielu osób ze świata kultury i sztuki, których
w jakiś sposób „kochałam”: Stanisława Sojki (za wnikliwość w muzyce), Diane Keaton (za całokształt aktorski), Joanny Kołaczkowskiej (za humor i dystans do siebie i świata), Davida Lyncha (za majstersztyk „Miasteczka Twean Peaks”),
Mario Vargas Llosa (po prostu – za słowa i opowieści), Roberta Redforda (za wszystkie role bez wyjątku).
Ich twórczość i obecność w kulturze – nieoceniona – dla mnie na zawsze w pamięci. Dla bliskich, którzy zostali – puste miejsce przy wigilijnym stole będzie bolesne, ale w myśl kolędy dla nieobecnych – miłość i pamięć przekraczają granice fizycznej obecności. Posłuchajmy jej w święta – a stratę zastąpi nadzieja… Zostawmy też tradycyjnie puste miejsce przy stole – dla wspomnienia – a może dla zbłąkanego wędrowca, który może nigdy nie zapuka… a może jednak….
Mam takie przemyślenia, w tym szczególnym czasie, że nieobecni sprawiają, iż zachowujemy tzw. równowagę.
Boże Narodzenie to nie tylko radosna „magia świat” – Mikołaj, prezenty, jedzenie i cały ten sklepowy blichtr ale to także pewna nostalgia z nuta nadziei – zwykłe wspomnienie, które pozwala nam w jakiś sposób wrócić do korzeni i tych rodzinnych, i tych ogólnokulturowych. Czas płynie… w naszej historii zarówno tej osobistej, jak i historii polskiej – pojawia się coraz więcej owych „nieobecnych”. Pamiętamy na różne sposoby, prywatnie – intymnie, społecznie – upamiętniając rocznicowo dany rok imieniem i nazwiskiem. Kończący się rok 2025 pełny był wspomnień wielkich – nieobecnych, również tych, którzy odeszli wiele lat temu, ale zostawili trwały ślad w naszej kulturze.
Tak już się utrwaliło, że każdy rok w Polsce otrzymuje swoich patronów – postacie wybitne, których życie i twórczość stają się pretekstem do narodowej refleksji, dyskusji i edukacji. Uchwały Sejmu i Senatu zamieniają suchą datę w kalendarzu w żywą lekcję historii i kultury. O wspaniałym ks. Tischnerze pisałam już wcześniej (PB nr 5/2025)… niechaj więc zakończę ten rok wspomnieniowo – również o innych literackich patronach roku 2025, bo przecież sama idea jest niezaprzeczalnie cenna – wspomnienie twórców i przypomnienie o uniwersalności ich dzieł. Rok 2025 był również Rokiem Antoniego Słonimskiego (135. rocznica urodzin), Stefana Żeromskiego ( 100. rocznica śmierci), Władysława Stanisława Reymonta (100. rocznica śmierci) i Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej (80. rocznica śmierci).
[…] I przekonaj, że tak ma być
Że po głosach tych wciąż drży powietrze
Że odeszli po to by żyć
I tym razem będą żyć wiecznie […]
Kolejni nieobecni – twórcy nie do zapomnienia…
Antoni Słonimski – człowiek wielu talentów: poeta, pisarz, tłumacz, publicysta, rysownik, współtwórca pierwszej w wolnej Polsce kawiarni literackiej „Pod Pikadorem”, a później grupy poetyckiej Skamander. Współzałożyciel pierwszej w Polsce organizacji ochrony praw autorskich, znanej dziś jako ZAiKS. W felietonach Słonimski komentował wydarzenia kulturalne
i polityczne. Był liberałem, racjonalistą i sceptykiem. Tak w poezji, jak i w publicystyce bronił wartości humanistycznych
i postulował pacyfizm. Kiedy zmarł w 1976r., rodząca się wówczas polska opozycja demokratyczna straciła jednego ze swoich największych autorytetów moralnych. Za swój krytycyzm wobec władzy poeta wielokrotnie płacił konfiskatą książek, zapisem cenzorskim i niemożliwością publikacji. Ale, jak powtarzał za swoim ojcem, znanym warszawskim lekarzem:
„Kiedy nie wiesz, jak się zachować, zachowuj się przyzwoicie”.
„Przedwiośnie”, „Ludzie bezdomni”, „Popioły” – utwory, w których czujemy zaangażowanie i prawdziwy patriotyzm.
Ich autor to Stefan Żeromski (pseud. Maurycy Zych, Józef Katerla) – pisarz, prozaik, publicysta, dramaturg, zwany „sumieniem narodu”, który słynął ze swojego zaangażowania w sprawy społeczne. Pierwszy prezes polskiego PEN Clubu, prezydent Rzeczypospolitej Zakopiańskiej. Był czterokrotnie nominowany do Nagrody Nobla w dziedzinie literatury ( 1921, 1922, 1923, 1924). Ostatecznie nagrodę w 1924 r. otrzymał Władysław Stanisław Reymont. Uważa się, że szwedzkiej Akademii nie odpowiadał pesymizm i „ciężki” styl Żeromskiego, a także rzekomy antygermanizm zawarty w jego powieści „Wiatr od morza”. Ciekawostką jest fakt, że pracował jako bibliotekarz w Muzeum Narodowym Polskim w Rapperswilu w Szwajcarii, gdzie napisał „Syzyfowe prace”. Jego twórczość, łącząca realizm z elementami modernizmu, do dziś inspiruje kolejne pokolenia czytelników i badaczy literatury. Doceniany za ostrą krytykę naszych narodowymi mitów, przywar i wad.
Może czas po temu aby zacząć czytać Żeromskiego na nowo?
Czy w 2025 r. trzeba było wybierać między Stefanem Żeromskim a Władysławem Reymontem? Nie było takiej potrzeby. Jednak z tym problemem podobno zmagała się przed laty (1924r.) Akademia Szwedzka. Ostatecznie zdecydowała nagrodzić Reymonta za powieść „Chłopi, a konkretnie za: „uniwersalizm powieści, archetypiczność postaci, harmonię kompozycji, epicki rozmach, plastyczność obrazowania”. On sam z pierwszej wersji powieści nie był zadowolony i podobno spalił cały rękopis. Jego życie obfitowało w ciekawostki i często niełatwe wybory.
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska – niekwestionowana dama polskiej poezji, twórczyni 500. wierszy, 20. sztuk teatralnych
i 10. słuchowisk radiowych tłumaczonych na wiele języków oraz kilkudziesięciu utworów patriotycznych.
Córka malarza Wojciecha Kossaka, wnuczka Juliusza Kossaka, siostra Magdaleny Samozwaniec – również pisarki. Debiutowała w 1922r. w piśmie „Skamander”. W tym samym roku wydała swój pierwszy tomik poezji „Niebieskie migdały”. Pisała o samotności, przemijaniu, codzienności, magii chwili, ale najpiękniej o… miłości.
Kolęda dla nieobecnych – symbol świątecznych emocji i osobistych wspomnień dla wielu Polaków.
Słuchając jej tego roku, zastanówmy się, czy smutek i refleksja są potrzebne w tym szczególnym, świątecznym czasie
i w końcówce roku, czy też nie. Niech każdy zmierzy się z tym sam, po swojemu, w swoim rytmie, w którym nie zabraknie jednak pamięci o innych…bo wspomnienie to trwała część naszej tożsamości – niech wpływa na nasze postrzeganie świata
i relacji z innymi.
[…]A nadzieja znów wstąpi w nas
Nieobecnych pojawią się cienie
Uwierzymy kolejny raz
W jeszcze jedno Boże Narodzenie[…]
Felieton publikowany w Poradnik Bibliotekarza 12/2025
